piątek, 22 stycznia 2016

Alexander - Czy wiesz jaki to zwierz?



Alexander - Czy wiesz jaki to zwierz?


Te grę kupiłam Krzyśkowi dość dawno, jeszcze na długo przed tym, jak dowiedział się do czego służy to sześcienne ustrojstwo z czarnymi kropkami. Spodobał mi się pomysł tej gry, a ponieważ została ona wyprodukowana przez Alexandra to i cena była przystępna, toteż nie wahałam się długo.
Gra nazywa się Czy wiesz jaki to zwierz i jest dostępna na rynku w dwóch wersjach: BIG  (to ta, którą ja posiadam, a o swojej wrodzonej pazerności pisałam już wcześniej)  oraz MINI.
 
Początkowo zupełnie nie traktowałam tej pozycji jako gry planszowej (i nawet nie sądziłam,  że tak szybko uda nam się zacząć ją traktować w należyty sposób), chodziło mi bardziej o to, czy Mały będzie umiał dopasować tafelki z fragmentami zwierzątek to odpowiedniej całości.  Ku mojemu zdziwieniu szło mi dość dobrze (a jak już odkrył, że na drugiej stronie tafelka jest podpowiedź) to śmiało mogę powiedzieć, że szło mu bardzo dobrze;)

Alexander - Czy wiesz jaki to zwierz?

Alexander - Czy wiesz jaki to zwierz?

Ale do rzeczy. Co to za gra, o co w niej chodzi o co w niej znajdziemy?
96 mini tafelków z ilustracjami fragmentów zwierząt
Planszę z 32 zwierzętami
Pionki
Kostkę
60 żetonów
Instrukcja

Pierwotnym założeniem tej gry jest jak najszybsze odnalezienie fragmentu zwierzaka, na którym zatrzymał się pionek. Za to otrzymuje się żeton i oczywiście wygrywa osoba, która uzbiera najwięcej żetonów.

Ponieważ ja gram z 3latkiem i wszelkie tego typu wyścigi nie są najlepszym pomysłem. Umówmy się, gdybym grała uczciwie to nie miałby szans wygrać, a jak mu daję cały czas wygrywać to wg. mnie taka rozgrywka nie ma sensu. Dlatego gramy w tę grę po swojemu, ale w taki sposób, abyśmy mieli wyrównane szanse. 

Alexander - Czy wiesz jaki to zwierz?


Otóż rozkładamy planszę, stawiamy nasze pionki, rzucamy kostkę i zabieramy do siebie 1 fragment zwierzątka, na którym staniemy. Jeśli nie ma już żadnego tafelka przedstawiającego owe zwierzę, osoba ta traci kolejkę. I tak chodzimy w kółko dopóty, dopóki nie zbierzemy wszystkich tafelków. Trwa to prawie wieczność. Ale Krzyśkowi się podoba. Ponieważ nie jest w stanie policzyć kto ile tafelków ma na koniec (jako że umie liczyć tylko do 12) to budujemy z nich wieże, i wygrywa ten, czyja jest wyższa.
Krzyś lubi w to grać i nieraz zadziwia mnie cierpliwość z jaką po raz setny rzuca kostką, odlicza zwierzątka i szuka odpowiedniego fragmentu. Uwierzcie mi, zebranie 96 tafelków zajmuje bardzo dużo czasu. Ale jeśli mu się podoba to super, spędzamy razem czas a ja nie muszę się przy tym zbyt intelektualnie wysilać (mogę wtedy np. planować obiad na następny dzień:)). 


Jeśli chodzi o jakość wykonania. No cóż. Myślę, że nie ma co wybrzydzać. Może poszczególne elementy nie są jakoś hiper super trwałe (choć wcale nie uważam, żeby były złe) to jednak pamiętajmy ciągle o tym, że produkty Alexandra są w bardzo przyzwoitych cenach (na Allegro można kupić tę grę już za 14zł), dlatego czasem na niektóre niedopatrzenia przymykam oko. 
Ogólnie jednak bardzo je polecam, zarówno grę Czy wiesz jaki to zwierz jak i inne, o których napiszę w przyszłości:)


Alexander - Czy wiesz jaki to zwierz?

Alexander - Czy wiesz jaki to zwierz?

Alexander - Czy wiesz jaki to zwierz?


czwartek, 21 stycznia 2016

Chloe Inkpen, Mick Inkpen – Zoe i Groszek. Magiczne hula hop – Wydawnictwo Rea




 Chloe Inkpen, Mick Inkpen – Zoe i Groszek. Magiczne hula hop – Wydawnictwo Rea


Jak już jestem przy twórczości Mick Inkpena to przy nim zostanę. Dwa dni temu pokazywałam Wam pierwszą książeczkę z jego pierwszej serii wydawniczej o przygodach sympatycznego szczeniaka – Kacpra (klik).
Dziś pokażę Wam inną serię, która również Krzysiowi przypadła do gustu i każe sobie czytać po kilka razy. Mówię o serii Zoe i Groszek. Autor stworzył ją w duecie ze swoją córką – Chloe, która również tak jak on, została świetną ilustratorką oraz pisarką dziecięcą. W polskiej wersji językowej mamy dostępne 3 z 5 powstałych tytułów o przygodach Zoe i Groszka. Książki te zostały tu wydane przez Wydawnictwo Rea (KLIK).

Chloe Inkpen, Mick Inkpen – Zoe i Groszek. Magiczne hula hop – Wydawnictwo Rea



Podobnie jak w serii o Kacprze, te książeczki  też są…. takie....jasne. Przyciągają uwagę swoimi słodkimi (ale nieprzesłodzonymi- w mojej opinii) obrazkami, które z pewnością spodobają się większości dzieciaków.  Główną bohaterką jest mała dziewczynka o imieniu Zoe, oraz jej najlepszy przyjaciel pies – Groszek. Opowiadania te są stosunkowo proste i zabawne i nie wymagają od rodziców długiego tłumaczenia . Dziewczynka wraz ze swoim pupilem przeżywa różne przygody, które mogą zainteresować niejednego przedszkolaka.

W książeczce, o której piszę dzisiaj, Zoe znajduje hula hop i prosi Groszka, aby przez nie przeskoczył. Groszek robi to bardzo niechętnie (przekupiony czekoladowymi miśkami) i wtedy zaczyna się cała zabawa. Okazuje się, że hula hop jest magiczne i Groszek z uroczego pieska zmienia się w inne zwierzęta, które do końca są tak samo sympatyczne.  Czy Zoe uda się uporać z tym problemem i Groszek wróci do swoich naturalnych rozmiarów? Zobaczcie sami. 

Chloe Inkpen, Mick Inkpen – Zoe i Groszek. Magiczne hula hop – Wydawnictwo Rea

Chloe Inkpen, Mick Inkpen – Zoe i Groszek. Magiczne hula hop – Wydawnictwo Rea


Krzysia najbardziej rozbawił moment, kiedy to Groszek zamienił się w słonia, którego trzeba było odchudzi, ale ogólnie spodobało mu się całe opowiadanie.
Według mnie jest to taka typowa dobra, spokojna bajka na dobranoc, po której nasze maluchy zapadną w spokojny sen. Jeśli nie macie pomysłów co by tu swojemu (raczej młodszemu) przedszkolakowi przeczytać, zapoznajcie się z Zoe i jej przyjacielem. Nie będziecie żałować.


Chloe Inkpen, Mick Inkpen – Zoe i Groszek. Magiczne hula hop – Wydawnictwo Rea

Chloe Inkpen, Mick Inkpen – Zoe i Groszek. Magiczne hula hop – Wydawnictwo Rea

Chloe Inkpen, Mick Inkpen – Zoe i Groszek. Magiczne hula hop – Wydawnictwo Rea

Chloe Inkpen, Mick Inkpen – Zoe i Groszek. Magiczne hula hop – Wydawnictwo Rea

środa, 20 stycznia 2016

Adamigo - Kto to taki?



Adamigo - Kto to taki?


Tę grę kupiłam Małemu stosunkowo niedawno.
Nie jest to pierwsza gra  o zawodach jaką dostał, ale ta należy do tych, które bardziej przypadły mu do gustu (o pozostałych, które miał napiszę innym razem).

Gra ta składa się z 24 prostokątnych tafelków (o wymiarach około 8cmx8cm)  ilustrujących przedstawicieli różnych zawodów. Obrazki są bardzo czytelne i raczej nie ma problemu z określeniem który z zawodów poszczególny tafelek prezentuje. Oprócz tafelków, w pudełku znajduje się okrągła tarcza ze wskazówką do losowania podzielona na 8 pól, (loteryjka -ach dzieci uwielbiają hazardJ) , 24 karty z zagadkami oraz 45 żółtych żetonów.
Zawody wg. mnie są dobrze dobrane, takie codzienne,  powiedziałabym „nieudziwnione” (jak to bywa w przypadku innych gier).  Jest ich sporo, dzięki czemu gra jest atrakcyjniejsza. 

Adamigo - Kto to taki?

Adamigo - Kto to taki?

Sugerowany przez producenta wiek dziecka dla tej gry wynosi 5 lat, ale mój 3,5 latek też bardzo dobrze się przy niej bawi.  Na przemian kręcimy wskazówką i naszym zadaniem jest odnalezienie przedstawiciela 1 z 3 zawodów, którego atrybut  znajduje się na wylosowanym polu. Jeśli wylosuje się pole, z którego wszystkie 3 zawody zostały już zebrane, osoba ta traci kolejkę i zaczyna losować kolejna osoba. Wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej tafelków.
Kilkukrotnie próbowałam Małemu czytać zagadki, nie ze wszystkimi jeszcze sobie radzi (choć są one naprawdę zgrabnie sformułowane J). Ale nic nie szkodzi. Na zagadki przyjdzie jeszcze czas i dzięki temu za jakiś czas  gra ta będzie dla nas wciąż interesująca.
Jeśli chodzi o jakość wykonania to jak na Adamigo przystało większość elementów jest solidnie (moja babcia powiedziałaby, że MASYWNIE:) ) wykonanych.  Same kartoniki z zagadkami są na nieco cieńszym papierze, ale zakładam, że jeśli dziecko potrafi już na nie odpowiadać to powinno też wiedzieć, że gier nie wolno niszczyć:). Te elementy, którymi my bawimy się aktualnie są praktycznie niezniszczalne. Jasne, że są dzieci, którym z pewnością udałoby się wszystko zniszczyć, ale gwarantuję, że przy „normalnym” (czytaj: zgodnie ze swoim przeznaczeniem) użytkowaniu gra posłuży Wam przez bardzo długo. 

Adamigo - Kto to taki?

Adamigo - Kto to taki?

Duża liczba elementów jest dość charakterystyczna dla większości pozycji oferowanych przez firmę Adamigo (mi marka ta od razu kojarzy się z: dużo, tanio i masywnie :)). Mamy już w naszych zbiorach kilka pozycji tej firmy i ich liczba sukcesywnie się zwiększa. Szkoda tylko, że w tak niewielu sklepach naziemnych są dostępne gry tej marki i wiele osób nie jest świadomych ile świetnych propozycji  ona oferuje. Zresztą, jak będziecie dalej śledzić mojego bloga, to sami się zorientujecie, co tracicie!:)

Zapoznajcie się również:
Opis producenta

Adamigo - Kto to taki?

Adamigo - Kto to taki? Adamigo - Kto to taki?


Adamigo - Kto to taki?


wtorek, 19 stycznia 2016

Mick Inkpen – Kacper i pudło z zabawkami – Wydawnictwo Papilon




Mick Inkpen – Kacper i pudło z zabawkami – Wydawnictwo Papilon

Ta książka trafiła do nas, bo wybrał ją sobie Krzysiu. Widać spodobała mu się ilustracja sympatycznego szczeniaka z okładki i ją zachciał. W sumie ciężko mu się dziwić. Więc nie miałam nic przeciwko, niech ma.

Jest to nasz pierwszy kontakt z Kacprem. Poza częścią Kacper i pudło z zabawkami są jeszcze trzy inne opowiadania o tym sympatycznym piesku (możecie sobie o nich poczytać TUTAJ. Wszystkie wydane są oczywiście przez Wydawnictwo Papilon). 

Mick Inkpen – Kacper i pudło z zabawkami – Wydawnictwo Papilon

Mick Inkpen – Kacper i pudło z zabawkami – Wydawnictwo Papilon

Oprócz tego, że był to nasz pierwszy kontakt z Kacprem, po raz pierwszy spotkaliśmy się również z twórczością Micka Inkpena (aktualnie znamy już więcej jego książek, ale o tym kiedyś indziej).
Myślę, że głównymi zaletami jego książeczek są ładne, przejrzyste obrazki i nieskomplikowane teksty. Przy niewielkiej pomocy rodzica, książka ta będzie śmiało zrozumiała już nawet dla dwulatków. 
O czym jest to opowiadanie? Otóż Kacper zorientował się, że ktoś lub coś wygryzło dziurę w jego pudełku w zabawkami. Szczeniak najpierw próbował je policzyć, lecz za każdym razem wychodziło mu coś nie tak (i ta część chyba najbardziej przypadła do gustu mojemu maniakowi liczenia).
Nagle w nocy zbudził Kacpra dziwny dźwięk, gdy otworzył oczy zobaczył, że po pokoju porusza się jedna z jego zabawek. Hmm to dziwne. Skarpetek nigdy sam się nie poruszał. Jednak po chwili Kacper orientuje się co się dzieje i na szczęście wszystko kończy się dobrze. No może…prawie dobrze. Ale to musicie zobaczyć sami.  
Mick Inkpen – Kacper i pudło z zabawkami – Wydawnictwo Papilon

Mick Inkpen – Kacper i pudło z zabawkami – Wydawnictwo Papilon



Według mnie książeczka jest jak najbardziej warta polecenia dzieciakom, nawet (a może zwłaszcza) tym młodszym. Gdy zaczęłam czytać więcej o tej serii dowiedziałam się, że jest również nakręcona bajka, której głównym bohaterem jest Kacper. Nie wiem, ja się nigdy z nią nie spotkałam (choć inna sprawa, że nawet nie próbowałam jej szukać).
Niemniej jednak polecam Wam tę pozycję, jest to naprawdę przyjemna lektura i myślę, że większości dzieci się spodoba, bo z pewnością temat zabawek jest bliski im wszystkim. 

Zapraszam też do zapoznania się z recenzją Wydawcy.


Informacje dodatkowe o książce:
Okładka: twarda
Format:253x231mm
Liczba stron:  32

Mick Inkpen – Kacper i pudło z zabawkami – Wydawnictwo Papilon

Mick Inkpen – Kacper i pudło z zabawkami – Wydawnictwo Papilon

Mick Inkpen – Kacper i pudło z zabawkami – Wydawnictwo Papilon

Blogosfera Canpol

Postanowiłam uczestniczyć w Blogosferze Canpol?  Trochę mija się to z tematyką bloga, ale tylko trochę, wiecie dlaczego?

Bo piszę u mnie o produktach, które lubię, i do których sama mam przekonanie, których używam i z których jestem zadowolona.

A z produktów firmy Canpol zawsze byłam zadowolona.  Towarzyszył nam już od pierwszych dni, kiedy urodził się Krzyś (tatuś szybko jechał do sklepu po pierwszy smoczek dla małego, mimo, że całą ciążę zarzekałam się "Moje dziecko nie będzie używało smoczka" - ot to tak a propos planowania:)). Potem przyszła pora na butelki, śliniaczki, fartuszki, gryzaczki, kocyki, kubeczki, miseczki, pierwsze sztućce, bidony i Bóg wie co jeszcze. I wierzcie mi. Znaczą większość tego typu niezbędnych przedmiotów mieliśmy właśnie od Canpol i nigdy, ale to nigdy mnie nie zawiodły.Dlatego z czystym sumieniem mogę polecać tę firmę innym:)

Dlatego bardzo chciałabym móc wziąć udział w Blogosferze Canpol.  Bardzo bym chciała aby mój blog "załapał" się a kwalifikacjach :) Trzymajcie za mnie kciuki :))

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Maxim - Droga do domu



Maxim - Droga do domu

Z firmą Maxim spotkaliśmy się już dosyć dawno przy zakupie innej, w mojej opinii świetnej serii  edukacyjnych puzzlo-układanek dla dzieci, o których napiszę Wam niebawem.
Firma ta ma w swojej ofercie sporo pozycji, które mogą być wspaniałą zabawą nawet dla najmłodszych dzieci. Krzyś ma na swojej półeczce  ich już trochę, ale jest wciąż kilka pozycji, które dopiero zamierzam kupić.
Według mnie produkty firmy Maxim  mają trzy główne zalety, które decydują o jej atrakcyjności:
 Są solidnie wykonane i nie straszne im małe, niszczycielskie rączki
W ciekawy sposób dotykają ważnych tematów, dzięki czemu mogą być świetnym narzędziem edukacyjnym już dla najmłodszych
Sprzedawane są w naprawdę rozsądnych cenach (zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę stosunek cena vs jakość/zawartość.
Grę, którą chcę pokazać Wam dzisiaj nazywa się Droga do domu. Kupiłam Krzysiowi jakiś czas temu i długo  jest dość wysoko na jego liście „najów”. Jest ona połączeniem dwóch zabaw, które Krzyś lubi: puzzli oraz standardowej gry planszowej. 



Maxim - Droga do domu

Maxim - Droga do domu

Plansza składa się z 61 dużych, kolorowych puzzli (po ułożeniu całość ma wymiary 66X47 cm, więc jak widać jest dość spora). Zatem, aby przystąpić do rozgrywki dziecko musi najpierw ułożyć wszystkie elementy, co wcale nie jest łatwym zadaniem dla 3,5 latka. Całość jest mocno kolorowa i zawiera sporo szczegółów przez co zadanie staje się jeszcze trudniejsze. Z początku musieliśmy mu większość pomagać, ale widzę że z razu na raz idzie mu lepiej i gdy jest dużo czasu (a on ma lepszy, cierpliwszy dzień) potrafi już sam ten obrazek ułożyć.
W miejsce mety ustawia się opakowanie, które samo w sobie jest nietypowe: ma kształt domku i to do niego właśnie muszą dojść nasze pionki, kto pierwszy ten lepszy.

Maxim - Droga do domu

Mi odpowiada rozwiązanie puzzlowej planszy z ważnego powodu. Pewnie nieraz miałyście tak, że przychodzi do Was dziecko i mówi: Mamo pobaw/pograj/porysuj ze mną. A Wy właśnie musicie skończyć wieszać  pranie/gotować obiad/umyć podłogę. W takich sytuacjach mówicie: Dobrze Aniu/Michałku/Hermenegildo, zagram z Tobą w domek, tylko najpierw ułóż planszę. No i dziecko z głowy. Krzysiowi ułożenie ten planszy zajmuje teraz tyle czasu, że spokojnie ogarniam domowe obowiązki i jeszcze zdążam na fejsie posiedziećJ\:)
No ale w końcu przychodzi ten czas, kiedy plansza jest gotowa i zaczynamy rozgrywkę. W opakowaniu znajduje się 6 pionków, zatem w grze może uczestniczyć maksymalnie 6 osób (chyba, że macie inne pionki wtedy tylko Sky is the limit jeśli chodzi o ilość graczy).  Trzy z pionków to ilustracje chłopców a trzy to dziewczynki. Niestety wg, mnie te pionki to najsłabszy punkt gry. Niby ładne, kolorowe ale czemu, ja się pytam, są zadrukowane tylko z jednej strony?! (o tym, że Maxim lubi drukować tylko z jednej strony napiszę też w przy innej okazji). Ok, jestem w stanie pogodzić się z faktem, że plansza pod spodem jest brzydka-kartonowa (najważniejsze, że warstwa górna jest ładnie wykonana), mogę nawet zrozumieć, że obustronny zadruk większych elementów podniósłby koszty produkcji. Ale jednostronny zadruk pionków? No hello, nie przesadzajmy. Myślę, (mam nadzieję), że to tylko niedopatrzenie producenta (a nie jego złośliwy zabieg:)), i że kiedyś się to zmieni.  A czepiam się tych pionków dlatego, że dość niewygodne jest ciągłe obracanie ich na planszy by upewnić się czy aby na pewno dobry przesuwam.  Duże zamieszanie grozi zwłaszcza wtedy gdy gra większa ilość graczy.

No ale nie ważne, dajmy już spokój tym pionkom.

Maxim - Droga do domu

Sama rozgrywka jest bardzo prosta i naprawdę  przyjemna dla każdego dziecka, które wie jak wyglądają cyferki do 6. W grze tej bowiem nie ma tradycyjnej kostki, tylko loteryjka, która wskazuje o ile pól powinniśmy nasz pionek przesunąć. Myślę, że jest to fajna alternatywa dla  tradycyjnych, sześciennych kostek. Przy kręceniu strzałką, nieco dłużej czeka się na wynik niż przy rzucie kostką, dłużej zatem jesteśmy trzymani w niepewności i  gra staje się bardziej emocjonująca.
Jak nietrudno się domyślić po nazwie, grę wygrywa ta osoba, która jako pierwsza dotrze do domu. Po drodze oprócz zwykłych pól, można trafić na pola specjalne, na których musimy albo pójść do przodu albo cofnąć się o dwa pola. Ot i to cała trudność.
Zazwyczaj jak siadamy do planszy to gramy 5-6 razy (jak już tyle czasu układał tę planszę, to niech się nią nacieszy:)). Według mnie jest to świetna, niezbyt wymagająca gra na rodzinne wieczory. 
Zobaczcie jaka jest fajna!

Maxim - Droga do domu

Maxim - Droga do domu

Maxim - Droga do domu

Maxim - Droga do domu